stan antymagicznysobota, 25.grudnia.2010, 19:15

Jedyne czego chwilowo chcę, to ruszyć uliczkami Krakowa, rozkoszując się samotnością i zimnem, podziwiać ulotny czar miasta nocą, zaciągać się dymem papierosa (i niech szlag trafi miesiące niepalenia), utopić się w tłumie, by zapomnieć o wszystkim.
Chciałabym zrobić wszystko na przekór, to, co by się nie spodobało, to, czego nie powinnam robić.

Tak powinny wyglądać moje tegoroczne święta.

Co mam zamiast tego? Tęsknotę za magią, ciepłem, spokojem. Za domem, nie budynkiem, nie rodziną, ale domem, 'który jest tam, gdzie serce twoje'.

Ach, sama nie wiem już, czego chcę. Nie potrafię pogodzić dwóch równie silnych pragnień w żaden sposób.
Not strong enough.
my soul surrenders, and you bring my heart to its knees.

Wesołych Świąt!
W tle: Apocalyptica - Not strong enough
magia nie dla każdego?sobota, 18.grudnia.2010, 14:42

Co takiego jest w tych chwilach, krótkich czy dłuższych, że przeżywa się je z lekkością w sercu i dziwnym uczuciem uniesienia, a kiedy przeminą, wraca się do nich myślą wciąż, i wciąż?

Świat na zewnątrz to zamiera pod białym puchem, to zrywa się z pędem. Z głośników sączy się lekka, przyjemna muzyka, na oknie świeczka wydziela przyjemny zapach żurawiny. I choć mam tysiąc rzeczy do zrobienia, nauczenia się, to wolę na chwilę pogrążyć się w tym miłym stanie, zapomnieć o problemach, wspominać i rozmyślać.

Dopadła mnie jakaś magia, i wciąż nie chce zostawić. Choć czasem miałam wrażenie, że ją tracę, to wciąż trwa, wciąż wraca, na chwilę lub na dłużej, ale wciąż wraca. Przestało mi przeszkadzać, że jest sprzeczna z wszelką logiką, nienaturalna, niezdrowa. Widać tak musi być, za dużo magii mogłoby chyba mnie zabić. Dlatego... będę beztrosko nucić, licząc na cud, który jest bliżej niż mogłam marzyć, i nawet popatrzeć na niego z daleka to już wiele. Być może wystarczająco.

Ach, magia jednak jest dla każdego. Każdego, kto potrafi znieść skutki uboczne.

and in this crazy life, and through these crazy times
it's you, it's you.
you make me sing.
W tle: Michael Buble - Grown-up Christmas list
sonata księżycowaniedziela, 12.grudnia.2010, 17:07

Jak długo można żyć snem? Oddychać nim, pić go spragnionymi ustami, wpatrywać się w niego wygłodniałym wzrokiem? A może całe nasze życie to ten prawdziwy sen,a kiedy zasypiamy, zaczynamy żyć naprawdę?
Może rzeczywistość to jednak świat utkany z marzeń, zbudowany na niepewnym gruncie labirynt, raz prowadzący do szczęścia, raz do cierpienia, a czasem do miłego spokoju. Może czasem tak bardzo i dokładnie potrafimy zatrzeć granice między snem a jawą, że elementy jednego i drugiego przenikają się płynnie, a niemożliwe staje się możliwe?
Chciałabym trwać w tym stanie, niemożliwym, nieważkim, widzieć, słyszeć, czuć, być, być. Chciałabym przeżywać czasem jedną chwilę raz po raz, w kółko, aż mi się znudzi, jak ulubiona piosenka, słuchana ciągle, aż przychodzi następna fascynacja. Chciałabym tak skakać do ulubionych chwil, przewijać przerwy między nimi, wybierać, dopasowywać, wyrzucać i dodawać.

Ale wiem, nie musisz mówić, że życie to dziwka, i nikt nie mówił że zawsze będzie łatwo. Wiem to aż za dobrze. Jednak... czasem mam wrażenie, że pasmo nieszczęść i porażek musi się kiedyś skończyć, a wtedy chwile zleją się w jedno, w jedną przeżywaną wciąż chwilę, zmienną jak w kalejdoskopie, a mimo to zawsze tak piękną.

Może kiedyś dotrę do raju, mimo trudności i zwątpienia, nawet w istnienie tego celu. Może jednak cuda istnieją i spotykają śmiertelników.
A jeśli nie, to poznałam smak raju, a wspomnień nikt mi nie zabierze. Malutkim okruszkiem też można się zadowolić, jeśli nie stać mnie na całość.
W tle: Ludwig van Beethoven - Sonata księżycowa
let it snow, let it snow, let it snow!poniedziałek, 6.grudnia.2010, 20:17

Drogi Święty Mikołaju.
Tak, wiem, mam już 19 lat. Tak, wiem, nie wierzę w Ciebie. I wiem, wiem, nie byłam grzeczna w tym roku. Podsumowując, nie mam najmniejszej szansy otrzymać prezentu od Ciebie, co w sumie jest logiczne i naturalne, trudno wszak dostać prezent od nieistniejącego przygrubego dziadka z brodą w głupawym czerwonym stroju. A mimo to przyszło mi do głowy, że skoro w dzieciństwie mogłam pisać listy do Ciebie, przeokropnym dziecięcym pismem zarzucać Cię marzeniami, to czemu nie mogłabym zrobić tego teraz?
Tak więc, drogi św. Mikołaju, proszę Cię, przynieś mi średnią 3.0 na semestr. Może być wyższa, nie obrażę się, ale 3.0 będzie satysfakcjonująca. Proszę Cię też, przynieś mi lepsze ogrzewanie w mieszkaniu. A najlepiej nowe mieszkanie. Dobrze dobrze, wiem, zapędziłam się. Ale mógłbyś może przynieść mi chociaż trochę więcej nadziei? To przydatna sprawa, a tak ciężko ją dostać ostatnio. I chciałabym jeszcze powtórki tamtego wieczoru kiedyś (kiedyś, czyli w bliższej niż dalszej przyszłości, pamiętaj!). Tak wtedy było dobrze, tak beztrosko, tak prawie jak. Czy dałoby się to zrobić? Aha, i proszę jeszcze o oświecenie, dla tych i owych. Albo dla mnie, ale wolałabym jednak dla innych.
To chyba tyle. Słodycze kupię sobie sama, braciszka już mam, a z lalek Barbie chyba wyrosłam. Więc więcej mi do szczęścia nie trzeba.
Z góry dziękuję.

Naiwne stworzonko, tęskniące za cudami
W tle: Dean Martin - Let it snow
psychoanaliza dla amatorówniedziela, 5.grudnia.2010, 15:36

Czasem, kiedy uświadamiam sobie, jak wielką pesymistką bywam, ogarnia mnie... zdziwienie? przerażenie? Chyba i jedno i drugie. Zastanawiam się, czy nie jest to lekka hipokryzja z mojej strony. Nieraz przecież sama powtarzam ludziom klasyczne "będzie dobrze", na zajęciach zazwyczaj tryskam humorem, żartuję ze znajomymi. Jestem wtedy całkiem inna.
Tylko ciekawi mnie, która twarz jest tą moją, własną, unikatową. Ponura pesymistka z emotendencjami do egzystencjalnych rozważań i wpadania w depresję, czy wiecznie rozbawiona, gadatliwa dziewczyna, śmiejąca się z byle czego?
Można stwierdzić, że wyznacznikiem rozwoju człowieka jest zmiana spojrzenia na samego siebie. Kiedyś bez chwili namysłu powiedziałabym, że to właśnie ta smutna, wiecznie skrzywdzona przez los osoba to ja, prawdziwa ja. A teraz? Teraz patrząc sama na siebie, w fazie czarnej rozpaczy, chce mi się śmiać. Jak to idealnie potrafię wynaleźć sobie problemy, byle tylko pokazać, jaka to ja jestem nieszczęśliwa, albo chociaż sama przed sobą rozpaczać nad losem. Czyż to nie hipokryzja z mojej strony?
Autopsychoanaliza dla amatorów przyniosła mi ciekawe wnioski. Chciałabym się zmienić, określić. Zacząć żyć, nie postrzegając życia jako pasmo nieszczęść i niespełnionych marzeń, lecz coraz to nowe perspektywy ich spełniania, w bliższej lub dalszej przyszłości. Paradoksalnie, trzeba było nieszczęścia, żebym to zrozumiałą. Może powinnam podziękować temu nieszczęściu za ten fakt?

Powracając z niepewnych gruntów psychiki ludzkiej do rzeczywistości, robi się ciężko. Studia miażdżą i mordują, sypiąc beznadziejnymi wynikami, zima mrozi podczas czekania na przystankach i wysysa ciepło z mieszkania, ale daje przynajmniej piękne widoki z okien sali wykładowej (nie wspominając o bitwach na śnieżki między zajęciami). Z utęsknieniem czekam na powrót do domu, po dwóch miesiącach nieobecności. Tak samo jak z utęsknieniem i niechęcią jednocześnie czekam na inne powroty. Chyba nie da się inaczej, każda przyjemność musi ze sobą nieść odrobinę goryczy.
I poza tym, to czekam. Tym czekaniem wypełniam cały swój czas, czy to wolne wieczory, czy to nudne wykłady. Czekanie to fajna sprawa, o ile ma się na co czekać.
A ja mam. O!

* * *
Zmieniłam dizajn na bardziej zimową kolorystykę, słonecznik wybitnie kłócił mi się z widokiem za oknem, a tak być nie może. Znów zaczyna podobać mi się klepanie kodów, chociaż cssowo-htmlowych, a nie kodzenie programów, ale dobre i to. W końcu ponoć nie każdy informatyk musi być od razu wielkim programistą...
W tle: łoskot płatków śniegu uderzających o szybę


oprawa

ten oto szablon stworzyłam sama dla siebie, tylko do użytku na tym blogu. tekst: when I see you smile.
wersja testowa nr.1
2006
7 8 9 10 11 12

2007
1 2 3 4 5 6 8 9 10 11 12

2008
1 2 3 4 6 7 8 9 10 11

2009
1 6 7 8 9 10 11 12

2010
1 2 3 4 5 6 7 8 9 11 12

2011
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2012
1