♫ Metallica - Turn the page
Dzisiaj był naprawdę zły dzień. Nie bardzo się tym przejęłam, ale fakt jest faktem.
Zima przybiera monstrualne i niezwykle śliskie rozmiary.
Dostałam honorowe "endeeste" z fizyki za pomoc biednej M. przy odpowiedzi. Aż trudno mi uwierzyć, że to w zasadzie moje pierwsze. Mało tego. Sprawia mi jakąś chorą satysfakcję. Czy radość z powodu zachwiania wizerunku idealnej uczennicy jest normalna? Nawet jeśli nie jest, mam to gdzieś. Z konsekwencjami kiedyś się zmierzymy. Kiedyś.
I moja wyżej wymieniona M. wyjeżdża. Na cztery tygodnie. Cztery! Niby mało, a jednak wieczność. Nie spodziewałam się, że aż tak będzie mi brakować tej pokręconej istoty w pobliżu. Już tęsknię, chociaż wciąż jeszcze rozmawiamy na giegie. Może to nienormalne, tym bardziej że formalnie nawet się nie przyjaźnimy. Przywiązałam się do tej wariatki. Bo nikt nie powie "mhrr" tak ładnie jak ona.
Wiatr zdmuchiwał nas dzisiaj intensywnie. Szkoda, że nie zdmuchnął nas do "Tajwanu".
Trzeba podnieść główkę i zmierzyć się życiem. W końcu.
Dopisano: Zmieniłam szablon, jak widać. Znudziła mi się tamta czerń. Ale i tak tamto dzieło wytrwało chyba najdłużej... Teraz mamy zupełny restart.
"And you don't feel much like ridin', you just wish the trip was through.
Here I am,
On the road again..."
W tle:
♫ Enej - Żyj
Dziś przeprowadzam reformę, którą planowałam od dawna. Bo, trzeba to przyznać, zmarnowałam tego bloga. Zrobiłam z niego miejsce, gdzie wylewa się tylko te smętne myśli. A ja postanawiam się nie żalić więcej. Bo chyba szkoda na to czasu, prawda?
Na zmianę wyglądu czas przyjdzie innym razem. Teraz zatarłam ślady po archiwum. Niby są, ale ich nie ma. I tak być powinno.
Oglądanie horrorów z moją mafią jest bez sensu. Nawet kiedy sama próbowałam się skupić na filmie, było to skutecznie udaremniane. Ale za to kocham moją mafię.
Życie ma smak, ręce w kieszeni, problemów brak...
Dyskusje na temat przyszłości są męczące. Kiedy zaczyna się taką, wydaje się, że ma się pewne plany na przyszłość. Pod koniec rozmowy człowiek nie wie już nic. Iść za marzeniami czy iść za rozsądkiem? Oto jest pytanie.
Ale żyj... każdą chwilą jaka właśnie cię otacza.
Ale żyj... bo to co mija to już twoja własna strata!
W tle:
Zaniedbałam to nieszczęśliwe miejsce. Niedługo zagnieździłyby się tu chyba pająki.
Zestarzałam się. Nieuchronnie. Od dziś będę szczerze mogła powiedzieć, że skończyłam szesnaście lat. Jak to staro brzmi, nieprawdaż? A może tak młodo?
Zmieniam się w sferze internetu. Jest mnie jakby 'dwie'. Jedna, ta pesymistyczna, siedzi tu. Druga, optymistyczna, widzi siebie jako Niecierpliwą.
Ostatnio w niczym nie mogę znaleźć radości. Wszystko cieszy przez moment, a potem staję się 'zmułem' obrażonym na cały świat. A cały świat obraża się na mnie.
Może to ta pogoda cudna? Może to syndrom zbuntowanej nastolatki lub początki folen endżela?
Na dopełnienie mojej teorii dodam: wszystko się za przeproszeniem pieprzy. Nic nie wychodzi tak, jak ma być. Nic. Wszystko, co znajdzie się na mojej orbicie, staje się rozczarowaniem.
Jedno tylko mnie zadowoliło. Wyniki testów próbnych, które pozytywnie rokują na przyszłość.
I tak was nie lubię.
W tle:
ten oto szablon stworzyłam
sama dla siebie,
tylko do użytku na
tym blogu.
tekst:
when I see you smile.
wersja testowa nr.1