Autobiografia.sobota, 30.grudnia.2006, 14:20

Jestem wredną, egoistyczną idiotką. o!
Żeby nie wiem co to nie potrafię się zmusić, aby razem z moim zoo ekscytować się z powodu niejakiego pana Kolczastego. W dodatku po słuchaniu o nim na okrągło przez około 2 godziny miałam ochotę popełnić rytualny mord na trzech towarzyszkach. Albo chociaż obciąć każdej języki.
I tu wracamy do początkowego stwierdzenia. Nie potrafię zmusić się do wysłuchiwania żali Pasyvnej istoty bez myśli "Znowu o nim... Grr...". Wiem że to nie fair, że to chamskie. Ale cóż ja na to mogę poradzić? Niedługo po usłyszeniu słowa "kolczasta roślina" będę uciekać z krzykiem lub mordować wszystkich wokół.
A tak w ogóle to święta, święta i po świętach. W sylwestra zapowiada się 'świetna zabawa'. Ale nie ma się co przejmować. Po nowym roku będzie jeszcze gorzej. Zawsze może być gorzej.
Tylko nikt nie mówi, że będzie.

Kwiatek na mojej półce już zdechł. Ale wciąż niewiele tu po mnie...

Edit:
Pisać nowej notki nie będę, ale powiem, że piszę. Tylko że tutaj. Słowa bez ładu i składu, co tylko w myślach zaświta. Tu zostaje kwatera główna.
W tle:
Pozytywne fale.czwartek, 21.grudnia.2006, 14:46

Pozytywne spojrzenie na świat wcale nie jest trudne. Kto by pomyślał, że wystarczy kilka piosenek, chwila beztroski, i już drugi dzień jestem chorobliwie wesoła? Ja na pewno. A jednak. Wczoraj cały wieczór wydzierałam się "Na mojej półce zdycha mały kwiatek!", dzisiaj po dłuższym nic-nie-robieniu ruszyłam do szkoły z piosenką "Esy, floresy, fantasmagorie... Niewiele tu po mnie." I zauważyłam, że kiedy człowiek patrzy optymistycznie, to wszystko idzie jakoś łatwiej. Nawet nie zasnęłam na biologii, bazgrząc wymienione wyżej teksty na kartce. Do tego idą święta. Nie lubię świąt, ale co mi tam. Nad głową siedzi mi choinka, ale nawet nie protestowałam, żeby się tam znalazła. Tylko ten porcelanowy bałwanek tak na mnie patrzy, a aniołek bezczelnie udaje że śpiewa...
Ma ktoś młotek pod ręką?

Esy floresy, fantasmagorie... Niewiele tu po mnie. Niewiele tu po mnie!
W tle:
Z termometrem w ręceponiedziałek, 18.grudnia.2006, 09:39

W mojej okolicy panuje epidemia. Wszyscy łapią grypę, przeziębienia czy inne typowo zimowe choroby. Oczywiście nie jestem wyjątkiem.
Nadmierna gorączka pozbawia człowieka wszelkiej chęci do przemyśleń i wypłukuje zdrowy rozsądek. Owocem tego wszystkiego jest nowy szablon. Pewnie nie utrzyma się za długo, ale zawsze coś nowego.
I niedawno uznałam, że strasznie kłótliwe ze mnie babsko. I wypadałoby coś z tym zrobić. Postanowiłam na próbę nie wyrażać swojej opinii sprzecznej z opinią innych, bo potem rodzą się nieprzyjemności. Nie każdy człowiek potrafi zaakceptować zdanie innych, ich osobę czy nawet sposób pisania. Przykre.
Kolejnym wnioskiem wyciągniętym podczas skoków temperatury było to, że nie potrafię mądrze pisać na blogu. Byłam już bliska kasacji ten oto witryny, ale uznałam, że to głupota. I teraz każdy człowiek, który zjawi się tutaj, będzie musiał cierpieć. Bezczelna jestem. A co.

Z termometrem w ręce...
W tle:

Bezśnieżny grudzień zdecydowanie źle na mnie działa. Dlatego na wstępie zaznaczam, że ów wywód będzie składał się z narzekań rozżalonej nastolatki.

Mam dziwne wrażenie, że wszyscy wokół zwyczajnie zbijają się ze mnie. Pod maską uprzejmości czy normalnego zachowania kpią sobie bezczelnie. W dodatku w wirtualnym świecie robię z siebie cholerną idiotkę. Gadam głupoty po to, aby napisać coś śmiesznego, i tak ciągle. I pewnie jestem widziana jako idiotka.
I prawdę mówiąc, nie jestem sobą nawet w rzeczywistości. Kiedy staram się pokazać moje prawdziwe oblicze, zostaję brutalnie wepchnięta wgłąb mojej maski. Czuję się osaczona przez własne iluzje i wyimaginowane czy prawdziwe lęki. Czy tak zaczynają się choroby psychiczne?
I dochodzę do wniosku, że religia w coraz większym stopniu przestaje mnie obchodzić. Zatracam wiarę w instytucję kościoła i ten nadęty porządek, jaki został wymyślony przez kilku facetów kilkanaście wieków temu. Ale nie obchodzi mnie już, czy to źle.
W ogóle nic mnie nie obchodzi, a jednocześnie obchodzi mnie wszystko. Zbyt dużo sprzeczności jak na jednego człowieka.
W tle:
Grudniowe skojarzenianiedziela, 3.grudnia.2006, 14:02

Polska przegrała w finale. Polska przegrała w finale. Polska przegrała...
Nie będę rozpaczać. Ale nie potrafię spojrzeć na to tak, aby widzieć nasze wicemistrzostwo.
Dla mnie w połowie pusta szklanka jest zawsze w połowie pusta. Nigdy pełna do połowy.
Nadszedł grudzień. Miesiąc, który kojarzy mi się ze śniegiem, prezentami gwiazdkowymi, gorączkowym sprzątaniem, czytaniem gazet przedstawiających sposoby dekorowania domu na święta, paniczne poprawianie ocen. Myśląc grudzień, widzę choinkę stojącą jak zawsze w rogu pokoju, rodzinę oglądającą wspólnie jakiś świąteczny hit w telewizji. Witryny sklepów udekorowane na długi czas przed świętami, życzenia na forum, plany na sylwestra. Świat ukryty pod warstwą białego puchu i minus dwadzieścia na termometrze. Ręce pokłute igłami choinki i jęki, że druga w moim pokoju nie jest potrzebna. Żółty kubek z serduszkami, pełen parującej herbaty. Wizja, że już za miesiąc będzie się starszym o cały rok.
Ale teraz nie ma jeszcze śniegu. Liczę, że kiedyś będzie. Nie ma świąt, nie ma dekoracji. Zostaje reklama coca-coli w telewizji. Zmieniona, ale niezmienna od tylu lat.
Nieomylny znak, że święta już tuż-tuż...
Grudzień to uczucie końca. Końca w pięknym stylu.

Lubię grudzień. A wy?
W tle:


oprawa

ten oto szablon stworzyłam sama dla siebie, tylko do użytku na tym blogu. tekst: when I see you smile.
wersja testowa nr.1
2006
7 8 9 10 11 12

2007
1 2 3 4 5 6 8 9 10 11 12

2008
1 2 3 4 6 7 8 9 10 11

2009
1 6 7 8 9 10 11 12

2010
1 2 3 4 5 6 7 8 9 11 12

2011
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2012
1